Rolls Royce Silver Mist – czyli z nazwą spiesz się powoli

Nazywanie produktów i tworzenie reklam dla tych produktów jest zadaniem zdecydowanie wymagającym kreatywności. Ale przy tworzeniu nazw warto zaopatrzyć się też w słownik, albo słowniki języków obcych, żeby upewnić się, że nie stworzymy kolejnego „Rolls Royce Silver Mist”. Bo z taką nazwą, sprzedanie go może okazać się bardzo trudne (zwłaszcza w Niemczech)…

Pamiętam, że kilka lat temu popularne były takie zestawienia nazw aut w językach oryginału i językach innych krajów. Niby nic, a jednak kilka z tych zestawień faktycznie potrafiło utkwić w pamięci. Nazwy te w językach oryginalnych były bardzo niewinne i brzmiały dobrze lub czasami nawet bardzo dobrze (jak na przykład, Rolls Royce Silver Mist). Twórcy kreatywni na pewno byli z siebie zadowoleni kiedy przedstawiali te nazwy swoim szefom. Szefowie byli zadowoleni jak widzieli te nazwy na kolejnych zjeżdżających z taśm produkcyjnych modelach. I tylko dealerzy zagraniczni zastanawiali się „ale jak my to mamy komukolwiek sprzedać?”

Problemy sprzedażowe mogły wynikać z tego, że nazwa, która w języku oryginału brzmiała całkiem niewinnie, w języku danego kraju mogła się kojarzyć z wyrazami związanymi z tak zwanymi tematami tabu, niepopularnymi lub „niesmacznie” się kojarzącymi.

Myślę, że sprzedawcy aut z poniższych przykładów kilka razy podrapali się w głowę, zanim zaczęli przekonywać swoich klientów, że to idealne auto dla nich. „A teraz specjalnie dla Państwa…”

(1) Toyota MR2 – może być czytana po francusku jak „merdeux
(2) Ford Kuga – po chorwacku „kuga” = „plaga” (Ford Plaga)
(3) Seat Ronda – po węgiersku „ronda” = „paskudny” (Seat Paskudny? nie sądzę, żeby było to zamierzone)
(4) I ostatni, naprawdę wyjątkowy, jedyny i niepowtarzalny: Rolls Royce Silver Mist (ostatecznie nazwany Silver Shadow – osobiście ta nazwa bardziej mi się podoba).

Prawda, że ciekawe te nazwy. Oczywiście, niektóre skojarzenia mogą być zamierzone, albo przynajmniej ich „nietradycyjne znaczenie” wykorzystane w kampanii reklamowej, ale czasami jest to ciężkie. I w rzeczywistości wiele z tych aut w związku z tymi skojarzeniami były w danych krajach sprzedawane pod innymi nazwami.

Podobnych przykładów jest oczywiście dużo więcej, np. Mitsubishi Pajero, Ford Pinto, Mazda Laputa, Renault Koleos, Nissan Moco, KIA. I moglibyśmy się tak śmiać jeszcze długo z tych obcych języków, ale w sumie nie musimy szukać aż tak daleko, bo przecież i w Polsce jest ciekawie. Sprawdźmy więc jakie perełki znajdziemy na polskim rynku.

No i pewnie od razu większości z Was pojawia się w głowie nazwa najlepszych żarówek na polskim rynku… Dokładnie – OSRAM (oczywiście, z jednej strony wiemy, że nazwa pochodzi z połączenia dwóch pierwiastków o całkiem niegroźnie brzmiących nazwach: OSm i WolfRAM, ale i tak w Polsce ta nazwa kojarzy się dwuznacznie/jednoznacznie? hmm…).

A może w drugą stronę – na przykład większość anglojęzycznych turystów musi być w Polsce bardzo zdziwiona tym, że ludzie w Polsce mają tak bardzo spolaryzowane poglądy odnośnie pewnego napoju. Z jednej strony bardzo wiele osób ostentacyjnie chodzi po ulicach z butelką tego napoju w ręku, a z drugiej – zarówno z plakatów jak i ze spotów reklamowych – do społeczeństwa trafia jasny przekaz: NO TO FRUGO (NIE DLA FRUGO). I jak tu zrozumieć Polaków, prawda?

Albo… W Krakowie kiedyś można było się przespać w „The Boner Palace” mieszczącym się w dawnym Pałacu Bonerów (teraz Bonerowski – http://www.palacbonerowski.pl/, swoją drogą bardzo ładny i przyjemny hotel). No i ja nie wiem kto tam nocował, ani jakie miał oczekiwania, ale pewnie było kilka nieporozumień skoro nazwa została jednak zmieniona.

W każdym razie, jaką lekcję możemy wyciągnąć z tych zabawnych historii?

Po pierwsze – warto sprawdzić w słowniku lub kilku słownikach co oznacza nazwa, którą właśnie wybraliśmy dla swojego sztandarowego produktu w innych językach.

Po drugie, zazwyczaj z każdej sytuacji można wybrnąć – czasami zmieniając nazwę, innym razem oswajając tą nazwę, jak widać na przykładzie żarówek OSRAM (dziś już nie wzbudzają takiej kontrowersji jak w momencie, w którym wchodziły na rynek).

Po trzecie – kreatywność – jak najbardziej, ale nie sama kreatywność. Oprócz kreatywności przy wymyślaniu nazw produktów potrzebne jest sprawdzenie rynku, grup docelowych, skojarzeń dla wymyślonych nazw, i tak dalej.

I to chyba tyle na ten moment.
I pamiętajcie, No to Frugo.

*Aha, mam nadzieję, że żadna z wymienionych firm nie poczuje się urażona tym wpisem. Wymieniłem Państwa w tym wpisie, gdyż doceniam Wasze miejsce w świadomości publicznej i życzę Państwu wielu sukcesów w dalszej działalności.

A tymczasem – zachęcam do czytania dalszych notek dotyczących ciekawostek i porad związanych z marketingiem na blogu zatytułowanym „efektywny marketing” (a swoją drogą, ciekaw jestem czy ta nazwa nie ma jakiegoś specjalnego znaczenia w jakimś obcym języku – jeżeli ktoś wie o takowym znaczeniu, dajcie znać).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s